|
O ojcostwie głównie i uczuciach z tym związanych
Pamiętnik dla mojego Syna
sobota, 12 listopada 2011
Dzielność, krzywda, miłość czy znęcanie?-wakacje cz. 1
Nie, nie to ostanie, to brzydkie słowo, mój Synu. Mówimy, że ktoś się nad kimś znęca, kiedy robi mu krzywdę, ale specjalnie, a nie przypadkiem i wiedząc, że to jest złe robi ją jeszcze raz, albo wymyśla inne sposoby na dokuczanie. Więc wakacje jednogłośnie, (głosem mamy) spędzisz na wsi, bo jak stwierdziła, że nie przywiezie Cię do Łodzi, chociaż cały piątek lało i było potwornie zimno, a Ty po szczepieniu czułeś się nie najlepiej. Stwierdziła, że skoro nie mam samochodu, to mogę przejechać te 30 km rowerem, albo przyjść pieszo, wszak chodzę maratony po 100 km. Szkoda tylko, że nie zauważyła, że to ona chciała przestrzegać postanowień sądu i że to ona ma samochód i podjęła sama decyzje o tym, żeby zabrać Cię pod Łódź. Udało się za to następnym razem. Po raz kolejny okazało się, że dobrze mieć przyjaciół. Dziś dzięki A., która podwiozła mnie do twojej mamy na działkę mogliśmy się zobaczyć. Miło, że mnie poznałeś i poszliśmy na spacer. Chyba się stęskniłeś, bo długo chciałeś, żeby Cię nosić na rękach. Mama poszła z nami, bo chciała zapalić. Ale to nieważne. Poszliśmy wydłubywać kamyczki na drodze i rwać kwiatki na polu. Przy okazji powiedziała, że nie pozwoli mi się Tobą zajmować w piątek, chociaż mam urlop, bo nie będę umiał tego czy tamtego, chociaż to wcale nieprawda. Powiedziała też, że ją denerwuje, że zostawiam jej kartki pod drzwiami. No cóż wyszło na to, ze twoja mama była od soboty do wtorku w mieście i mogła mnie zaprosić, zabrać Ciebie, cokolwiek żeby naprawić to, że w sobotę nie widzieliśmy się tylko dlatego, że mama stwierdziła, że mogę przyjechać rowerem, choć padało i było może ze 8 stopni ciepła. Mnie też denerwuje wiele rzeczy, ale najbardziej chyba to, że twoja mama stosuje się do reguł tylko wtedy kiedy jest jej wygodnie, a cierpisz na tym najbardziej Ty, choć pewnie o tym nie wiesz. To, że spędzasz tak wiele czasu beze mnie sprawia to, że mocno tęsknisz za mamą i uważasz, że nikt nie może jej zastąpić a jeszcze dwa tygodnie temu spokojnie przy mnie zasypiałeś. Szkoda. Ale dziś razem nasze 2 godziny i 15 minut, choć pod nieustającą obserwacją. Pomimo moich środowych deklaracji, że mam urlop i mogę się Tobą zając mama odmówiła w środę. Podejrzewam, że specjalnie, żeby udowodnić wszystkim dookoła, że mnie nie ma kiedy jestem potrzebny. I tak zadzwoniła do mnie rano, żeby powiedzieć, że właściwie to jesteś rozkapryszony, bo mama Cię zostawiła i mama twojej mamy sobie z Tobą nie radzi, więc mogę przyjść pomóc. Oczywiście, że przyszedłem, nie odmówiłbym sobie przecież dodatkowych chwil z Tobą. Było prawie wpół do 10-tej, a Ty w lekko sennym nastroju i tak poszliśmy na spacer. Tata miał co prawda w planach dziś pieczenie boczku i wizytę u lekarza, ale dzięki Tobie udało się to wszystko pogodzić. Poszliśmy więc na spacer, tygrys-Hilary przyprawił Ci uśmiech na twarzy i zamiast spać zachciało CI się chodzić. Potem poszliśmy poznać dziewczynki, które bawiły się na trawniku i poczułem, że trochę brzydko pachniesz. Więc poszliśmy do taty do domu, zobaczyć co tam w spodniach piszczy, a właściwie to pachnie. Więc poszliśmy do taty do domu, rozebrałem Cię wsadziłem do wanny, żebyś mógł pobawić się prysznicem. Jejku to pierwsza kąpiel od tak dawna. Coś wspaniałego. Wytarty i przebrany w czystą pieluchę, nowe ubranko wybraliśmy się do tatowej pani doktor, żeby wziąć dla taty skierowanie na takie specjalne zabiegi, żeby moje stawy mogły mi dłużej służyć. Stawy to te miejsca w ciele, w których się ludzie zginają, np.: kolana, czy łokcie, a tatę czasem pobolewają, więc żebym mógł Cię nosić i chodzić z Tobą w różne miejsca musze być w pełni sprawny. Potem poszliśmy na zakupy, na spacer do lasu i usnąłeś. Wtedy tata przypomniał sobie, że mięso dalej się piecze w domu, więc skierowaliśmy się znów do mnie, żeby je wyłączyć. Tobie było pewnie wszystko jedno, bo przytulałeś przez sen tygrysa. Kiedy dojechaliśmy obudziłeś się, ale zabrałem Cię z powrotem do lasu. Potem wróciliśmy na obiad do mamy twojej mamy. Z karmieniem poszło całkiem nieźle, przebraliśmy Cię w czyste ubranko, a to od taty zabrałem z powrotem do siebie. Na pewno się jeszcze przyda. Spędziliśmy razem 5 godzin. Świetnie Ci idzie trzymanie taty za uszy, choć głaskanie taty po policzku wypadło z zakresu twoich umiejętności, ale spróbuję CI przypomnieć. Wiele uwagi poświęciłeś na badanie miękkiej trawy na polanie i nosiłem Cię za wszystkie czasy. Mama dzwoniła co jakiś czas i próbowała nas pouczać, że nie śpimy, albo nie jemy, ale przecież TY masz swój własny rytm i kiedy jesteś śpiący zasypiasz, a kiedy jesteś głodny to jesz. Mama sama zresztą często zmienia twój rozkład dnia, kiedy jej nie wychodzi na przykład to, żebyś zjadł albo zasnął. Kiedy wyszedłem zadzwoniłem do twoje mamy opowiedzieć co robiliśmy, ale jak się dowiedziała, że byłeś u mnie, żeby się przewinąć wpadła w złość i znów zaczęła grozić, że wrócimy do sądu (zupełnie jakbyśmy kiedyś z niego wyszli) i że znów będzie nam wyliczać czas co do minuty. I choć to przykre powiedziała tacie, że jest głupi, ale chyba oprócz niej i jej znajomych, którym opowiada o mnie złe rzeczy nikt tak nie myśli. Nie wiem co głupiego jest w tym, że Cię kocham, chcę spędzać z Tobą czas, wychowywać Cię, dbać o Ciebie, a może głupie jest to, że żeby móc to robić musiałem zwrócić się do sądu? Śpij dobrze. Może zobaczymy się jutro, chyba, że mama zmieni zdanie. Najpierw chciała Cię wywieźć z powrotem na wolę na weekend, teraz chce, żebym przyszedł w tą sobotę zamiast zeszłej. Pewnie znów po południu planuje spotkanie, a może przed południem? Nieważne. Ważne, że Ty i ja znów będziemy mogli spędzić kilka bezcennych dla taty chwil. Kocham Cię.
I tak minął początek wakacji...
sobota, 08 października 2011
Czerwcowo-wakacyjne zaległości
Za naszą wycieczkę w dzień mamy za zgodą babci (też coś) oraz za nasze sobotnie przedłużone spotkanie i niechęć oddania Cię w łapy m. na wniosek twojej mamy jej pani mecenas napisała pismo o tym, że naruszam postanowienia sądu, co stawia pod znakiem zapytania to jakim jestem tatą. Nie daj się uwikłać w te manipulacje. Z mojej perspektywy powiem tylko, że było warto, było warto bo poszliśmy na spacer w ten cholerny czwartek, bo napiliśmy się herbaty i zobaczyłeś mieszkanie. Było warto, bo w sobotę poczułem się w końcu jak prawdziwy tata mogąc Cię obronić przed nerwami i spędzić z Tobą całe 9 godzin. Sędzia niestety się pochorował, więc sprawa nie odbyła się na początku lipca, ale w ramach kreowania sobie dobrego wizerunku przed rozprawą wbrew treści pisma, o którym pisałem powyżej Ty ja i mama, bo wzięła urlop, poszliśmy razem do pobliskiej przychodni, żeby zaszczepić Cię przeciw różnym groźnym prawdopodobnie chorobom. Trzymałem Cię na rękach i za nic nie chciałeś iść do pani, która w niezbyt delikatny sposób chciała Cię zważyć. Od 14:45 do 18:30 to prawie 4 godziny razem. Co prawda ustaliliśmy wcześniej, ze to ja pójdę z Tobą na szczepienie, ale wiadomo, że mama chciała pokazać, że nie jestem samodzielnym rodzicem, chociaż to na moich rękach wtulony czekałeś spokojnie na swoją kolej i wołałeś: "tata" kiedy pani próbowała wyrwać Cię z naszych objęć i położyć na wagę. Czuję, że dziś Cię trochę zawiodłem, przecież mogliśmy to zrobić spokojniej i bez nerwów. Następnym razem tak łatwo nie pójdzie. I tak czerwiec dobiegł końca. Witaj ponownie
Niestety przyznać należy, że polski bezmiar niesprawiedliwości doprowadził do okaleczenia kolejnego dziecka, a ukrycie blogu na czas przygotowań i rozpraw procesowych niczego nie wniosło, poza tym, że utrwaliła się w myślach sędziego kłamliwa wersja o porzuceniu rodziny przez ojca. Formuła blogu nieco się zmieni, bo oprócz naszych wspominków czasem pewnie znajdą się tu też nasze potyczki, choć przyznać trzeba, że na razie są to bardziej nasze porażki. Kilka wpisów z przeszłości ukaże się tu niebawem, tak, aby znalazła się ciągłość w tym wszystkim. Jednocześnie przepraszam serdecznie wszystkich stęsknionych czytelników, którzy nie mogli dostać się do bloga i go śledzić, ale nie wszystkie rady prawników są pomocne. Mam nadzieję, że uda się nam nawiązać kontakt z powrotem Uśmiechy wszystkim w deszczowy dzień października
Autor
sobota, 11 czerwca 2011
10.06.2011-Kółko i chwila prawdy
Tata przyniósł Ci dziś kółko. Od twojego własnego wózka. Dzięki temu znowu Cię widziałem, co prawda tylko godzinę i w domu rodziców mamy, ale zawsze to trochę wspólnego czasu i śmiechu razem. Tak się cieszę, że umiesz już sam określić gdzie jest Julek i gdzie jest tata, głaszcząc mnie po twarzy. Kocham Cię Słonko. I od wczoraj masz u mnie swoją własną małą wywrotkę w sam raz do jeżdżenia po piasku, a od minionej soboty tata ma swój własny fotelik do transportu Julka, a Julek ma nowy kubek do picia bez słomki za to bez rozlewania z każdej strony. A teraz będzie na poważnie. Osiem tygodni po tym jak mamy i taty połączone komórki zaczęły się dzielić, żeby móc stać się Tobą mieliśmy z mamą rozmowę (to mniej więcej było prawie jak w rocznicę). Mama powiedziała, że może "to" zrobić. Powiedziałem jej wtedy, że ją kocham damy sobie radę i po mimo tego, że nasze dziecko (nie wiadomo było czy będziesz dziewczynką czy chłopcem) nie było spodziewane, to jest chciane i ja twój tata biorę na siebie konsekwencję mojego postępowania. Mama opuściła wtedy ostatecznie myśl o aborcji, a ja mam wspaniałego Syna. Naprawdę Cię kocham.
wtorek, 07 czerwca 2011
7.06.2011
Tata dziś miał dziś dzień wolny, ale trochę kasłałem więc nie chciałem Cię zarazić, poza tym trochę się bałem co twoja mama wymyśli w związku z twoim sobotnim „porwaniem”, więc zająłem się skręcaniem szafek kuchennych i prawi udało mi się skończyć. Większość z nich wisi już na ścianie lub stoi. Założyłem dziś też prowizorycznie kupione na niedzielnej giełdzie firanki. Zrobiło się jakoś tak domowo, tylko brak tu twojego uśmiechu i kogoś jeszcze kto by nas dwóch kochał. Śpij dobrze.
sobota, 04 czerwca 2011
4.06.2011-Płonne nadzieje
Po dość zaskakującym, ale miłym i pełnym współpracy tygodniu, tata miał nadzieję, że wszystko jest na dobrej drodze, abyś znów miał oboje rodziców w życiu, przez chwilę nawet kiedy żegnaliśmy się z mamą uśmiechami mówiąc, że nam się udałeś tata myślał, że jakaś iskierka nadziei sprawi, że będziesz miał i tatę i mamę na wyciągnięcie ręki. Ale tak się nie stało. Zostaliśmy dziś sami Mama miała jakieś spotkanie integracyjne (tak przynajmniej mówiła), więc całe przedpołudnie mieliśmy dla siebie, później miała przyjść twoja babcia (mama mamy), a potem jak się okazało miał przyjść dziadek. Od rana troszkę czułeś się zagubiony widać, że mnie poznajesz, ale nie wiesz tak naprawdę kim dla Ciebie jestem. Nie przejmuj się, rozumiem dlaczego tak jest i kocham Cię, bo wiem, że to wszystko nie twoja wina. Poszliśmy na spacer daleko do parku, uczyłem Cię zjeżdżać na zjeżdżalni i oswajałem z drewnianymi pomostami, które do niej prowadzą. Popijaliśmy sobie różaną tatową herbatkę, bo było dziś bardzo ciepło. Zabawy w pisaku, robienie babek, uczysz się naprawdę szybko. Wiesz już co to znaczy ubijać i odwracać foremkę. Jesteś taki bystry i uroczy kiedy pokazujesz, że jesteś tu, a tata tu. Ponieważ robiło się upalnie, a mama mówiła, że nie spałeś od jej wczorajszej wycieczki do Agnieszki, słyszałem też męskie głosy, więc raczej nie pojechała tam sama, chciałem Cię utulić, ale Tobie było w głowie bujanie na huśtawce, więc powrót do domu nam się przeciągnął. Kiedy dotarliśmy i zjadłeś prawi cały obiad i poprawiłeś paluszkami i wędliną, którą kupił tata. O ile dziecięce parówki wcale Ci nie smakowały o tyle szynka już bardzo. I tak ułożyłem Cię do snu łagodząc twoje histerie, bo trzeba Ci wiedzieć, ze teraz kiedy bardzo czegoś chcesz to krzyczysz głośno i zaczynasz płakać kładąc się na podłodze. Kładę się wtedy obok Ciebie, głaszczę Cię po plecach i tłumaczę dlaczego czegoś nie możesz mieć. I po kilku chwilach przechodzi twoja złość, więc otwieramy okno i ją wyganiamy. I znów się śmiejesz. Przed 14 przyszedł dziadek. Spałeś nieco zmęczony, a ja tradycyjnie już czytałem CI Czechowa. Nagle się obudziłeś. Próbowałem Cię jeszcze uśpić, ale dzidek wszedł do pokoju i odwrócił twoją uwagę. Wyszedłem więc z Tobą na rękach, żeby jeszcze Cię ukołysać, ale pewnie poczułeś moje zdenerwowanie i po chwili byłeś gotowy do zabaw. Było wpół do trzeciej kiedy zadzwoniła mama. Co prawda powinienem już iść, ale ponieważ mówiła, że o 3 wróci, spokojnie mogliśmy na nią poczekać. Ale mama nie chciała, żebyśmy na nią czekali zamiast tego chciała, żebym Cię oddał m., który miał Cię do niej zawieźć. Powiedziałem że tego nie zrobię, bo uważam, że m. to nie jest ktoś, kto powinienem w ogóle być w twoim życiu, zwłaszcza, że nic o nim nie wiem, poza tym uważam, że przez jego obecność w twoim życiu tracisz poczucie bezpieczeństwa, a ja-twój tata chcę byś czuł się bezpiecznie. Wyjaśniłem mamie, że zajmę się Tobą tak długo jak będzie chciała i że może spokojnie się opalać, wypoczywać, czy co tam robi. Poszedłem więc z Tobą jeszcze raz na spacer, bo dziadek wahał się czy jest za ciepło, a ja nie chciałem Cię narażać na stres w związku z ewentualną wizytą m. W końcu nie jesteś rzeczą, tylko moim Ukochanym Pierworodnym Synem i nie oddam Cię byle komu, tylko dlatego, że twoja mama się dobrze bawi, gdzieś tam. Wyszliśmy a ja zadzwoniłem na Policję, jakby nas szukali to jestem na spacerze. Pan Policjant powiedział, że nie mam się czym martwić i że mogę zostać z Tobą do powrotu mamy. Bawiliśmy się więc w piaskownicy, masz nawet kilka zdjęć, zjadłeś tam deser i w ogóle było trochę nerwowo. Znów zadzwoniła mama i powiedziała, ze za pół godziny będzie i żebym wrócił do domu. Zabrałem więc twoje zabawki i wróciliśmy tam, gdzie czekał dziadek. Mama spóźniła się pół godziny i przyjechała o 17. Zrobiła mi awanturę i powiedziała, że będzie wracać do reguł ustanowionych przez sąd. Spędziłem z Tobą cudowne 9 i pół godziny, bo przyszedłem już o wpół do 9 rano. Karmiłem Cię, przewijałem, bawiłem się z Tobą, usypiałem. Po prostu byłem twoim tatą i jestem Ci wdzięczny za to, że pod koniec naszego dnia mogłem cieszyć sie najpiękniejszą chwilą, kiedy mówiłem „chodź z tatą” Ty wyciągałeś do mnie rękę, a kiedy pytałem Cię gdzie jest tata głaskałeś mój policzek i mówiłeś „tu”. Znów poczułem że mam Syna, że mam Ciebie. Pomyśleć, że w środę tydzień temu spędziłęm z Tobą 4 i pół godziny zamiast 2. W czwartek mama groziłą mi Policją za to, że poszedłeś ze mną na 45 minutowy spacer za zgodą babci, w piątek twoja mama przepraszała mnie za te groźby, w ostatni czwartek też się widzieliśmy choć tylko pół godziny , bo dostałeś od taty wielkiego żółtego bujanego ślimaka. Czasem nic już z tego nie rozumiem. Kiedy wychodziłem rozpłakałeś.
sobota, 21 maja 2011
21.05.2011
Nasz dzień. W nastroju radości udało się samemu nakarmić Cię śniadaniem, a nie było to łatwe, bo wygląda na to, że jedzenie jest dla Ciebie zbyt długą i zbyt nudną czynnością, na tle wszystkich innych ciekawych rzeczy dookoła. Najpierw było jedzenie z pokazywaniem obrazków, potem z wrzucaniem piłek i wyjmowaniem, wreszcie z wysypywaniem zabawek z kosza i szukaniem nie wiadomo czego. Ale wszystko zjedzone, więc zabrałem Cię na spacer. Nie było to łatwe, bo najpierw trzeba było przekonać Cię do tego, żebyś dał się ubrać i tu z pomocą przyszły stopy taty. Tak się zapatrzyłeś na ruszające się palce i swoje małe paluszki u nóg, że poszło może nie szybko, ale za to bez marudzenia. Poszliśmy na plac zabaw pobawić się w piasku i w ogóle troszkę pochodzić. Dzielnie chciałeś tam dojść sam i to w dodatku pchając wózek. Tata trochę Ci pomógł, bo ma dłuższe nogi, więc na część drogi wziął Cię na ręce. Wyglądało mi na to, że jednak czułeś się dziś zagubiony, bo jakoś nie miałeś ochoty pokazywać mi różnych rzeczy, choć byłeś w dobrym humorze. Robiłem więc Ci babki z piasku, które Ty pracowicie badałeś swoimi rączkami. Odniosłem też wrażenie, że m nas podglądał i był tam ze swoją córeczką. Ponieważ słońce już dobrze dawało się nam we znaki spakowałem nasze zabawki i poszliśmy do parku gdzie jest więcej cienia, żebyś mógł poćwiczyć samodzielne chodzenie. I tak nam minął czas prawie do 13. Wróciłeś na moich rękach. W domku przewinąłem Cię i utuliłem do snu. Dopiero wtedy wtuliłeś się we mnie spokojnie całym swoim „ja”, a tata kołysał Cię śpiewając na poczekaniu wymyśloną kołysankę, ale za żadne skarby nie mogę przypomnieć sobie jakie miała słowa. Szkoda, bo zdaje mi się, ze była ładna, a przede wszystkim nad wyraz skuteczna, bo zasnąłeś spokojnie na rękach biorąc ten swój głęboki wdech, który znaczy „czuję się bezpiecznie”. Szkoda, że tak rzadko możesz poczuć się przy mnie bezpieczny. Za to tatowa herbata przygotowywana specjalnie dla Ciebie w specjalnej butelce smakowała Ci bardzo. To dobrze. Kocham Cię zawsze, nawet gdy otwierasz oczy i nie ma mnie przytonie. Tak bardzo chciałbym, żebyś to czuł, pamiętał i rozumiał…Tylko czy te nasze 5 godzin razem wystarczy?
środa, 18 maja 2011
18.05.2011-Fajnie było
Fajnie było Cię widzieć przez prawie całe 4 godziny. Jak doszło ? Sam nie wiem. Mama napisała, że chce się później zobaczyć, ale za to dłużej. Miała dziś urlop i chciała go spędzić z Tobą (i chyba nie tylko, ale co nas dwóch to w sumie obchodzi). Zaczynasz być trochę niesworny, ale wciąż jesteś pełen uroku i śmiejesz się obłędnie. Dziś na przykład ubzdurałeś sobie, że nie będziesz się ubierał. Wygląda na to, że mama jednak postawiła na swoim i tak Cię przyzwyczaiła do swojej obecności, że teraz naprawdę trzeba dużo zaangażowania, żeby skłonić Cię do różnych rzeczy. Ale po kolei. Przyjechałem wcześniej, bo i tak sądziłem, że mama wróci z Tobą przed umówioną godziną. Ponieważ było ciepło a w mieście są korki to przyjechałem rowerem. I to był strzał w 10. No jasne, że tak! Przecież rower ma kółka, a kółko twoje ulubione słowo i kształt. Dotykałeś kręcących się pedałów. Zbadałeś go dość dokładnie. Kiedyś jeszcze na nim przyjadę to będziesz mógł się przyglądać do woli. Potem zrobiliśmy użytek z twojej krzywej łyżeczki i wlot załapałeś, że trzeba umoczyć ją w deserze i włożyć do buzi. Żeby poszło nam sprawniej tata wziął drugą łyżkę i karmiliśmy Cię na zmianę. Mama co prawda nie była zadowolona, bo przy okazji trochę Ci wypadało, ale tata opanował sztukę łapania podwieczorku w locie i właściwie nic się nie zmarnowało. A, że trwało to trochę dłużej to mama zaczęła zabawiać Cię w czasie gdy ja kończyłem Cię karmić. I taka to nam praca zespołowa dziś wyszła. Potem był spacer we dwóch, czyli ja i mój zuch. Kiedy już opanowałeś sztukę chodzenia za palce, stanąłeś i machając rączkami dałeś mi do zrozumienia, ze teraz będziesz chodził na 2 nogach zupełnie sam. Puściłeś moje palce i nie no proszę pana, poszło Ci genialnie. Przy okazji usłyszałem kilka nowych słówek, doświadczyłem nawet odpowiedzi na pytanie „gdzie jest tata”. Pogłaskałeś mnie łapką po twarzy i powiedziałeś „tu”. Poznaliśmy całe mnóstwo osób i wróciliśmy na kolację, co nie było wcale łatwe, bo chciałeś badać każde kółko w zaparkowanych samochodach i przychodziły CI do głowy różne kierunki chodzenia, nie koniecznie w stronę domu. Koniec końców tata wziął Cię na barana i poszliśmy. Pod koniec drogi już powoli zaczynałeś się przytulać i szeptałeś mi do ucha na przemian „tata” i „mama”. Przedkolacyjne harce na łóżku i przewracanie, fikołki, śmiechy, łaskotki, podobały CI się tak bardzo, że przekonanie Cię do tego, żeby już pora jeść było niełatwe, ale jeszcze trudniejsze okazało się jedzenie. Mama już chciała się wykąpać, ale nie za bardzo wierzyła, że sobie poradzimy, żeby wszystko zjeść, więc pokazywała Ci obrazki a ja serwowałem kolację. I tak upłynęło nam popołudnie i wieczór, z tym, że, żeby Cię przebrać było trochę problemów. Trwało to z 15 minut, ale właściwie obyło się bez płaczu, choć zachwycony koniecznością zakładania na siebie czegokolwiek to nie byłeś. Ale to pewnie ze zmęczenia. Przeszedłeś dziś kawał drogi i znalazłem jeszcze jeden sposób na rozśmieszanie Cię a mianowicie idąc przed Tobą, kiedy trzymałeś mnie za palce trzeba szybko przebierać nogami w miejscu. Ciekawe co w tym jest dla Ciebie takiego śmiesznego, ale skoro Cię to bawi…Dzięki za „tatowanie”, mnóstwo śmiechu, ucieczki i pogonie. Sprawiłeś, że ten dzień jest absolutnie radosny. 17.05.2011-Dzień nijaki
Kochany Synku, czasem jest tak, że nie wiadomo jak jest, czyli jest nijak, ale znalazłem coś mądrego. Szkoda, że nie dane nam jest z tej możliwości skorzystać, ale przeczytaj i bądź mądrzejszy.
poniedziałek, 16 maja 2011
16.05.2011-Przepraszam
Przepraszam Cię Synku, znowu nam nie wyszło. Zażalenie taty na okoliczność tego, że moge widywać się z Tobą coraz rzadziej zostało odrzucone. Nie wiem czemu. Przepraszam Cię, że musisz mieszkać w takim kraju, którego system prawny nie pozwala Ci mieć ojca. Przepraszam, że nie jestem przy Tobie. Pamiętaj, że wciąż Cię kocham. |
Archiwum
Zakładki:
|